Dziadek pali w piecu. Zbiera ogromne zapasy drewna, kiedy zbliża się sezon zimowy. Czasami uda Nam się wtargnąć do ogrodu i ukraść kilka pięknych okazów. Prosimy wtedy Dziadka, żeby Nam wyciął, spiłował, wypolerował i cieszymy się naturalnym materiałem jakim jest drewno. Trochę żal malować. Jednak przychodzi taki moment, kiedy samo drewno zaczyna się nudzić. Wtedy w ruch idzie farba. Najczęściej malujemy farbą tablicową. Tylko jedną stronę. Używamy do zabawy, a że siedzimy teraz w cyfrach, liczbach, znakach- nie mogło zabraknąć domków ponumerowanych.
Home
farby
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farby. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą farby. Pokaż wszystkie posty
Jakiś czas temu w pewnym dyskoncie z owadem na czele, natrafiłam na farby w sztyfcie. Tak, wiem, farby są dostępne również w innych sklepach plastycznych i papierniczych, no ale tam, wiadomo, kusiły ceną. Chciałam sprawdzić, czy niska cena w jakiś sposób wpłynęła na jakość farb i pozytywnie się zaskoczyłam.
Farby mają intensywny kolor, starczą na dobrych kilka razy przy takiej porządnej eksploatacji.
Na białym papierze kolory wychodzą rewelacyjnie. Soczyste, miękkie, Chciałam sprawdzić jak farby będą zachowywać się na kartonie. Okazało się, że karton też można nimi maznąć. Kolory robią się ciemniejsze, ale dalej widać można wychwycić, którym kolorem się rysuje.
Jakby co, to polecamy!
Pomysł zaczerpnięty z projektu Bliskostwory. Co prawda, tam dziewczyny zaproponowały przyczepienie folii bąbelkowej do stóp (tak, to też trzeba wykorzystać!), gdzieś w necie śmignęło mi przyczepienie folii do wałka, a że wałka nie posiadam to, jak to mój Mąż mówi, najbliższym pasującym sterownikiem okazała się rolka do odzieży.
Folię bąbelkową nakleiłam na rolkę. Pędzlem nałożyliśmy farbę na folię i popłynęliśmy :) Kwiatu na początku nie podłapał patentu i nie rolował. Wolał rolką malować jak pędzlem. Więc bardziej mnie to bawiło i przez resztę dnia rolowałam sobie z przerwą na gotowanie.
Folia bąbelkowa dawała ciekawy efekt. Tworzyła swoistą teksturę, którą można by było nawet wykorzystać jako papier do prezentów. Serio. Bardzo mi się podoba. Także, wyrolowaliśmy mnóstwo papieru, dzień ojca zbliża się wielkimi krokami, potem imieniny Janiny. Także, o.
Dodaliśmy jeszcze pastele olejne i deszczowy dzień jakoś Nam minął.
Początkowo miał to być dom z garażem na dachu, ale nie miałam tyle cierpliwości do klejenia i wycinania.
Karton został tradycyjnym sposobem obklejony kawałkami papierów, które wcześniej namoczone zostały szybciorem wikolem (mamy papieru dużo, bo mamy super Ciotkę, która pilnuje, co by Nam papieru nie brakło i zawsze przywozi sterty papierzysk zalegających w biurze).
Potem jak już dom suchością się panoszył, potraktowałam go farbami plakatowymi i trochę maznęłam markerem.
Nie ma chyba bardziej relaksującej rzeczy niż malowanie. No dobra, gorąca kąpiel. Ok, i czytanie książki. No dobrze już dobrze, jedno posiedzenie w toalecie też relaksuje jak nie wiem, co. Ale chodzi mi o to, że malowanie jest przede wszystkim wyciszającym zajęciem. I dla mnie i dla Młodego. I fajne jest to, że nigdy nie ma w malowaniu końcowego etapu. Zawsze można coś dodać, maznąć, pacnąć, dziabnąć. Przejść łatwo z pędzla do malowania palcami*. I tak to najpierw była wielka plama, która przerodziła się w wielką chmurę, by potem stać się deszczem, który skapuje i tworzy kolejną wielką mazię kałużową. I wszystko się w jednym momencie tworzy i niszczy, rujnuje i buduje i nigdy nie ma efektu końcowego. I nie można tego tak nagle przerwać. Powiedzieć dobra Młody, sprzątaj farby idziemy spać. Ten moment późno nadchodzi i nawet nie chce się przerywać. Tylko dołączam do tego malowniczego świata i relaksuję się razem z dzieckiem.
*jutro będziem malować stopami. a co!
Podświetlany stolik ostatnio na blogach zabawowych stał się bardzo modny. To chyba nawet i wywodzi się z montessori, ale nie drążyłam.
Z racji tego, że nie mamy kolorowych szkieł, postanowiłam spróbować zachęcić Młodego do malowania na podświetlonym stole. Efekt całkiem ciekawy. Niebieskie malunki trochę przypominają mi niebo gwiaździste rodem z obrazów van Gogha.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)