Do zabawy z fasolą dodałam bonus. Dostałam jakiś czas temu dziurkacze z Lidla, które dziurkują małe elementy. Na papierze samoprzylepnym wydziurkowałam elementy i nakleiłam na fasolę.
Zadaniem Młodego było znaleźć:
niebieskie motyle
zielone motyle
granatowe ptaszki
Trochę czasu Mu zajęło, zanim się skumał o co chodzi, ale potem to ćwiczenie nie sprawiało trudności.
Sporo osób mówi mi: Hej, dałam mojemu dziecku fasolę, a On ją tylko rozsypuje, w ogóle się nie bawi.
Ogólnie do transferowania (montessoriańskie pitu pitu) podchodziliśmy długo. Żeby nie było, że od razu fasola/kuskus/ryż stały się produktem do zabawy/przesypywania. Pamiętam jak pofarbowałam ryż (przed samymi narodzinami Dosi) i Młody rozsypał go po całym domu. Przyszła jeszcze jedna Jego koleżanka, potem druga i ryżu w misce nie było. Był wszędzie. I pamiętam, że leżąc w szpitalu dostałam wiadomość, że moja Teściowa sprząta ten ryż i ogarnąć tego nie może.
Ale wiedziałam, w duchu, że jeśli opanuje technikę przesypywania ryżu/fasoli/makaronu to będzie mu łatwiej wsypać cukier do herbaty, wlewać wodę do kubka, sortować skarpetki itp. Wiecie, takie czynności mega praktyczne nad którymi My się już nie zastanawiamy, a dla dziecka to wielkie osiągnięcie.
Dlatego jak najczęściej zachęcam Młodego do tego typu zabaw.