Home
szycie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Byłam u niezastąpionej towarzyszki szyciowej- Oli, która za jednym zamachem uszyła woreczki sensoryczne, worek na klocki i girlandę!
Ale po kolei.
Woreczki sensoryczne
Można z nimi robić wiele rzeczy. Olka uszyła każdą w podwójnej wersji:
- z fasolą,
- z grochem,
- z ryżem,
- z makaronem świderki
1. Dzięki temu możemy bawić się w memory dotykowe.
2. Możemy sprawdzić, które woreczki są cięższe, które lżejsze. Najcięższy okazał się groch (sądziłam, że fasola!) a najlżejszy makaron świderki, wiadomka.
3. Możemy zrobić dywan sensoryczny i spokojnie po nich chodzić (ok, makaron świderki trochę się łamie w trakcie chodzenia, ale to też ważna lekcja, co by z makaronem być ostrożnym, bo niektóre rzeczy są delikatne! ;) )
4. Zabawa z noszeniem woreczka na głowie- znacie to. Znienawidzone ćwiczenie na lekcji W-F. Kwiatowi to podpasowało.
5. Wrzucanie do celu- najlepsza zabawa ever. Jeszcze jak kubeł, do którego trzeba trafić miota się na prawo i lewo daje podwójną radość.
Jest jeszcze o wiele więcej ćwiczeń np. przerzucanie nogą woreczka za głowę, albo przerzucanie z ręki do ręki, jednak na dzień dzisiejszy (przynajmniej) z moim Dwulatkiem tylko wyżej wymienione zabawy mają sens i dają radochę. Pozostałych po prostu jeszcze nie trybi i na pewno przyjdzie na nie czas.. na lekcji W-Fu ;)
Towarzyszka Ola zmajstrowała jeszcze worek na klocki, który mieści tyyyyyyle zestawów lego, że jestem spokojna o porządek w pokoju Kwiata. Z tym workiem, to bym nawet na miasto pokusiła się wyjść, taki stajl ma!
Do pokoju Oleńka dołożyła jeszcze girlandę, która zastąpiła pompony (pompony zawisły u nas w sypialni. Mężul zażartował, że se jemiołę strzeliłam tak, o)
Hrabina ma taką pozytywną tendencję (o ile tendencję można nazwać pozytywną, ale chciałam do podkreślić), której nie można zignorować i trzeba celebrować, mianowicie kolekcjonuje wszelkiego rodzaju materiały, ścinki, metki, igły, guziki, gumki, tasiemki, kokardki (to w mojej rodzinie chyba genetycznie uwarunkowane, bo moja Mama też jest gadżeciarą ale z innego gatunku). Poleciałam do Hrabiny, wyszperałam skrawki materiałów, dokupiłam ładne metki w gwiazdki i poprosiłam o zeszycie (ja maszyny nie tykam, bo nie mam do niej cierpliwości i nie wiem, kiedy się przemogę). I Hrabina zeszyła wzorowo, a Młody ma co gryźć, miętosić i inne dyrdymały z tym kocykiem poczyniać, ju nół.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)












